„Marność nad marnościami”: Kohelet – pesymista czy nauczyciel zdrowego dystansu

 

 

Księga Koheleta należy do kanonu Ksiąg Mądrościowych Starego Testamentu, ale jej przesłanie jest aktualne w każdym czasie, gdyż jest Księgą Poszukiwań. Szuka wartości podstawowych dla dobrego i sensownego życia na tym świecie.
Kohelet nie jest imieniem własnym. Pochodzi od hebrajskiego słowa „kahal” – „zebranie ludu” i oznacza kogoś, kto jest nauczycielem mądrości, kaznodzieją w zgromadzeniu.

W tradycji chrześcijańskiej znamy tę księgę pod nazwą Księga Eklezjastesa (z greckiego przekładu Septuaginty). Termin Eklezjastes wywodzi się od greckiego słowa „ekklesia” i podobnie jak hebrajskie „kahal” oznacza zgromadzenie.

Autor nadaje swemu dziełu tytuł: „Słowa Koheleta, syna Dawida, króla w Jerozolimie” sugerując, że jest ono pismem króla Salomona słynącego z mądrości, ale jest to umowna konwencja literacka mająca na celu podkreślenie wagi zawartych w utworze refleksji.
Literaturoznawcy, na podstawie treści i cech językowych księgi, określili czas jej powstania na koniec III lub początek II w. p.n.e.

Co wiemy o autorze?
Z treści dzieła można wywnioskować, że żył w Jerozolimie. Był człowiekiem zamożnym, wykształconym, o dociekliwym umyśle i dawno już przestał być młodzieńcem.
Z tego, co pisze wynika, że całe swoje życie poświęcił szukaniu prawdy i sensu ludzkiej egzystencji. Był uważnym i bystrym obserwatorem, ale nie tylko obserwatorem. W swoich poszukiwaniach sprawdzał także na sobie, co może człowiekowi przynieść korzyść i szczęście. Był odważny i konsekwentny w swoich sądach i choć w większości dochodził do wniosku, że „wszystko jest marnością i powiewem wiatru”, to jego pesymizm nigdy nie przerodził się w rozpacz czy depresję. Przeciwnie preferował zdrowe  i spokojne podejście do życia na tym świecie. W jego dziele prawie tak samo często, jak słynne „marność nad marnościami” rozbrzmiewa „nie ma dla człowieka lepszej rzeczy pod słońcem, niż jeść, pić i cieszyć się”.

Księga napisana jest pięknym językiem, fragmentami w formie poematu, choć nie jest łatwa w czytaniu, gdyż może sprawiać wrażenie chaotycznej. Autor wielokrotnie powraca do tych samych problemów rozpatrując je z różnej perspektywy i wyciągając pozornie sprzeczne wnioski przez co prowokuje czytelnika do intensywnej pracy intelektualnej, do zadawania sobie samemu podstawowych pytań o sens ludzkiego życia.

W epilogu jego uczeń lub jakiś późniejszy redaktor pisze:
 „Kohelet nie tylko był mędrcem, ale także nauczał ludzi mądrości. Słuchał, rozważał i ułożył wiele przysłów. Dokładał on starań, aby dobrać piękne słowa i godnie zapisać słowa prawdy”.

Zacznijmy zatem od początku i szukajmy sensu z Koheletem.
Autor rozpoczyna swoje rozważania od obserwacji przyrodniczego porządku świata:
„Pokolenie odchodzi i pokolenie przychodzi,
A ziemia trwa nieporuszenie na wieki.
Słońce wschodzi i słońce zachodzi,
śpiesząc do miejsca, z którego znów zaświta.
Wiatr wieje na południe, to znów zawraca ku północy,
powracając zawsze do swego krążenia.
Wszystkie rzeki wpływają do morza,
ale morze nigdy się nie przepełnia.”

 Kohelet zauważa, że cały świat kręci się wokoło powracając stale do punktu wyjścia. Zadaje więc pytanie:
„Jaki pożytek odniesie człowiek z całego swego trudu,
Który znosi pod słońcem?
(…)
To, co było, będzie znowu,
Czyn już dokonany znowu trzeba podjąć,
Nic więc nowego nie ma pod słońcem.”

Smutny jest Kohelet i postanawia zgłębić wszystko za pomocą mądrości i wiedzy, ale to również doprowadza go do sceptycznych wniosków:
„To, co zostało skrzywione, nie da się wyprostować,
A to, czego nie ma, nie da się policzyć.
(…)
Bo gdzie wiele mądrości, tam wiele smutku,
A gdzie więcej wiedzy, tam więcej cierpienia.”

 Ten ostatni dwuwiersz tylko na pierwszy rzut oka wydaje się bezsensowny Ludzie rozwinęli naukę w różnych dziedzinach i wydawałoby się, że dzięki temu życie będzie łatwiejsze i szczęśliwsze, ale czy tak jest zawsze? Zdobycze cywilizacji można wykorzystać dwojako, dla korzyści, ale i dla krzywdy innych. Są samochody, samoloty, nowoczesny sprzęt techniczny ułatwiający codzienne bytowanie, ale jest też ciągle lepsza broń. Doskonali się metody manipulacji i inwigilacji. Niesłychany postęp medycyny przedłużył życie wielu ludziom, ale  umożliwia udoskonalanie tortur, wykorzystywanie biednych i porywanie dzieci dla uzyskania narządów.
Ponadto im człowiek mądrzejszy, tym bardziej zdaje sobie sprawę z własnej ograniczoności i niemożności rozwiązania wszystkich problemów, gdyż każda znaleziona odpowiedź generuje wiele następnych pytań i w końcu jak Sokrates możemy powiedzieć „wiem, że nic nie wiem”.
I to powoduje wiele smutku.

Mimo tego Kohelet uważa ,że „mądrość ma przewagę nad głupotą, jak przewagę ma światło nad ciemnością”. Pyta jednak, jaki sens ma zdobywanie mądrości, gdy jednakowy los spotyka mędrca i głupca – „więc i mędrzec umiera, tak jak umiera głupiec (…) wszystko marność i pogoń za wiatrem”.

Dla Koheleta śmierć kończy wszystko, on jeszcze nic nie wie o zmartwychwstaniu i życiu wiecznym, Chrystus jeszcze się nie narodził.
„Jeśli swoją nadzieję lokujemy tylko w tym życiu, kończy się ono klęską. Wszystko wtedy jest marnością.” (Andrzej Macura)

Skoro mądrość i wiedza, to „pogoń za wiatrem”, może trzeba się skupić na zdobywaniu bogactwa i oddawaniu przyjemnościom stwierdza Kohelet.
„Dalej, człowieku, zażywaj radości i kosztuj przyjemności”.

  Realizuje to więc.
„zbudowałem sobie domy, posadziłem winnice.
Założyłem sobie ogrody i parki.  (….)
Wyhodowałem też ogromne stada wołów i owiec, (….)
Nagromadziłem sobie srebra i złota, (…)
I zaznałem wszelkiej ludzkiej rozkoszy.( …)
Niczego z rzeczy, których pragnęły moje oczy nie odmawiałem im, ani nie wzbraniałem memu sercu żadnej uciechy, (…)
I przyjrzałem się wszystkim dziełom, których dokonały moje ręce i ogromnemu trudowi, który poniosłem. I oto zobaczyłem, że wszystko jest marnością i pogonią za wiatrem”.

Nie znalazł Kohelet sensu w zdobywaniu luksusu, gdyż wszystko to jest ulotne i przemija. Bogactwa nie zawsze  przynoszą pożytek.
„Kto kocha się w pieniądzach, nigdy się nie nasyci; a kto się przywiązuje do bogactw, nie będzie miał ich dosyć.”
Będzie go męczył niepokój o swoje dobra i strach przed ich utratą.
„Robotnik śpi sobie słodko, niezależnie od tego, czy lekko, czy dobrze się najadł. A kto ma obfitość dóbr, nie zazna spokojnego snu”.

 Nie wie nawet człowiek, czy jego potomni dobrze wykorzystają zostawiony im majątek lub zdobycze wiedzy i rozumu. Może wszystko zmarnują lub, co gorzej, przeznaczą na złe cele lub krzywdę innych.  I to też jest marnością.

Z drugiej strony Kohelet wychowany na Biblii hebrajskiej wierzy, że Bóg, który stworzył świat „widział, że było to dobre”,  zachęca więc do rozsądnego i umiarkowanego korzystania z dóbr tego świata.
„Tak więc nie ma dla człowieka nic lepszego niż jeść i  pić, i cieszyć się owocami swego trudu. Stwierdziłem, że to wszystko pochodzi z ręki Bożej”

Spokojny, zdrowy dystans do życia najpełniej przedstawia autor w poemacie o czasie.
„Jest pora na wszystko
i czas na każdą sprawę pod niebem.
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania roślin;
czas zabijania i czas gojenia ran,
czas burzenia i czas budowania.
Jest czas na płacz i czas na śmiech,
czas na żałobę i czas na tańce.
Jest czas rzucania kamieni i czas zbierania kamieni,
czas pieszczoty i czas powstrzymania się od pieszczoty.
Jest czas szukania i czas gubienia,
czas zachowania i czas wyrzucania;
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia.
Jest czas miłości i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.”

 Kohelet nie kończy tego poematu sekwencją „marność nad marnościami, jak dotychczas. Prawie czujemy, jak uśmiecha się do nas pogodzony ze wszystkim co spotyka nas na tym świecie. Ze wszystkim, bo  na podstawie biblijnej symboliki liczb poemat ten przedstawia całość ludzkiego życia. Zawiera bowiem 14 par przeciwstawnych czynności lub zdarzeń , które mogą zaistnieć w ziemskim życiu człowieka. Suma ta stanowi wielokrotność liczby 7 symbolizującą pełnię, całość.

Skąd nagle taka zmiana? Bardzo trafnie zauważył to T. Żychiewicz („Stare Przymierze”):
„Smutek Koheleta jest bardzo logiczną konsekwencją jego nader trzeźwych obserwacji i analiz uchwytnej doświadczeniem rzeczywistości ziemi. Pogoda zaś i uśmiech jest równie konsekwentnym wynikiem jego wiary.”
I rzeczywiście w następnych słowach z wielką ufnością odnosi wszystko do Boga.
„Przyjrzałem się zajęciom, jakie Bóg dał ludziom, aby się nimi trudzili. On uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał też naszym sercom pragnienie wieczności. Jednak człowiek nie może ogarnąć dzieła Bożego od początku do końca. Tak doszedłem do wniosku, że nie ma dla człowieka lepszej rzeczy, jak cieszyć się i korzystać z dobrobytu. Bo gdy człowiek je i pije i czerpie radość z owoców swego trudu, to także jest darem Boga. Pojąłem, że wszystko, co czyni Bóg, będzie trwać na wieki.
Nie ma tu nic do dodania
ani też nic do odjęcia
i Bóg działa tak, aby się Go bano.
To, co jest teraz, już było:
Co ma nastąpić, już jest.
Ale Bóg odszuka to, co zginęło.”

 W tym tekście stawia Kohelet  bojaźń Bożą jako największą wartość, którą powinien kierować się człowiek na tym świecie, bo „Bóg działa tak, aby się Go bano i odszuka to , co zginęło”.

W dalszej części swego pisania wraca autor ponownie do różnych anomalii w życiu społecznym i nieprawości, których dopuszczają się ludzie:
„w siedzibie sądu zagnieździła się nieprawość,
w trybunale sprawiedliwości zamieszkała niegodziwość. (…)
I oto zobaczyłem płacz skrzywdzonych, których nie miał kto pocieszyć. Ze strony gnębicieli tylko przemoc…”

 Wrócił do Koheleta smutek tak wielki, że śmierć, którą wcześniej postrzegał jako klęskę wydaje mu się teraz wybawieniem:
„Wtedy pomyślałem, że ci, co już pomarli, są szczęśliwsi od tych, co jeszcze żyją. Ale od jednych i drugich szczęśliwszy ten, co się w ogóle nie urodził, gdyż nie będzie oglądał całej niesprawiedliwości, jaka się dzieje pod słońcem”.

Zwątpił nawet Kohelet w to , czy człowiek różni się czymkolwiek od zwierzęcia:
„jedno umiera tak samo jak drugie i to samo tchnienie ożywia ludzi i zwierzęta”

Więcej, niepewny ludzkiego losu po śmierci pyta:
„Skąd wiadomo, czy tchnienie istot ludzkich wznosi się do góry, a tchnienie zwierząt schodzi w dół, do ziemi?”

Dalej autor przygląda się ludzkiej pracy i ludzkiemu lenistwu i gani tych, którzy pracują tylko dla chwały kierując się niezdrową ambicją. Głupcem zaś nazywa tego, kto wcale nie pracuje na swoje utrzymanie.
Głupi splata swoje dłonie
I zjada swe własne ciało”.

Wskazuje również na to, jak ważny jest odpoczynek i to, by praca nie przesłoniła całego życia i nie stała się celem sama w sobie.
Lepsza jest jedna garść spokoju
Niż dwie garści mozołu i pogoń za wiatrem.”

Nawołuje do tego by cieszyć się  dobrem, które jest w zasięgu ręki niż szukać niemożliwego.
„Lepsze zadowolenie z życia niż oddawanie się marzeniom.
To też jest marnością i pogonią za wiatrem.”

Zachęca również do tego, aby nie pozostawać samotnym, gdyż to przysparza ciężaru. Człowiek został stworzony do życia we wspólnocie, w solidarności z innymi i po to by wzajemnie  sobie pomagać.
„Lepiej jest dwojgu niż człowiekowi samotnemu (..) Gdy jedno bowiem upadnie, drugie pomaga mu wstać. (…) im więcej sznur ma włókien, tym więcej wytrzyma!”

 Przestrzega Kohelet przed złą modlitwą i  zbyt pochopnym składaniem ślubów.
„Kiedy idziesz do domu Bożego, to uważaj, co czynisz! Idź tam z intencją słuchania (…) Nie otwieraj pochopnie ust i zapanuj nad swym sercem, zanim przemówisz do Boga! (…) niech twoich słów będzie niewiele! Bo gdzie dużo trosk, tam przychodzą koszmarne sny; gdy mnoży się słowa, mowa staje się głupia. (…)
Lepiej jest w ogóle nie ślubować, niż złożyć ślub i nie wywiązać się z niego.”

Kohelet był mędrcem i każdą sprawę starał się przemyśleć do końca. Choć widział, że mądrość i wiedza mogą przysparzać wiele cierpienia, to jednak nie pochwalał głupoty i nieuctwa. Zachęca do mądrego korzystania z życia, a także do podjęcia refleksji nad śmiercią w przeciwieństwie do rzucania się w wir pustych rozrywek.
„Serce mędrców jest w domu żałoby,
a serce  głupców – w domu wesela.”

 Jego rady są aktualne w każdej epoce, a niektóre z nich dziwnie przypominają znane nam przysłowia:
„Lepiej słuchać upomnień człowieka mądrego,
niż  wysłuchiwać pochlebstw głupiego, (…)
podarunki mogą znieprawić serce (…)
Lepsze usposobienie pogodne
niż duch wyniosły. (…)
Nie pozwalaj, by twój duch rozpalał się gniewem, bo tylko głupcy noszą w sobie skłonność do gniewu.  (…)
Mądrość rozjaśnia twarz człowieka,
podczas gdy gniew ją zniekształca. (…)
Nie pytaj się, dlaczego dawne czasy były lepsze od dzisiejszych, bo nie jest mądrą rzeczą stawiać takie pytanie.
Dobrze jest posiadać mądrość i jakiś majątek  (…)
Jednakże cenniejsza jest wiedza,
gdyż mądrość przedłuża życie tego, kto ją posiada.
Staraj się zrozumieć dzieło Boga!
Nikt nie może wyprostować tego, co zostało skrzywione.
Bądź radosny w dniu szczęśliwym,
A w dniu nieszczęścia rozmyślaj! (…)
Nie bądź przesadnie sprawiedliwy
i nie bądź mądry ponad miarę!(…)
Ale też nie bądź zbyt nieprawy
i nie bądź głupcem! ”

 Przestrzega także autor  przed zbytnią wiarą we własną doskonałość, gdyż to prowadzi do pychy i nadmiernej surowości, co pociąga za sobą brak umiejętności przebaczania.
„nie ma na ziemi człowieka tak prawego, by zawsze dobrze postępował i nigdy nie popełnił grzechu.”

 Obserwując ludzkie losy, zauważa Kohelet, że nie sprawdza się tradycyjna teoria odpłaty, zgodnie z którą Bóg dobrym zsyła pomyślność, a złoczyńcom nieszczęścia. Dochodzi więc do wniosku, że człowiek nie jest w stanie zrozumieć świata:
„…człowiek nie zdoła pojąć sensu tego wszystkiego, co się dokonuje pod słońcem. Choćby nie wiem jak się trudził, poszukując, nie zdoła tego dociec.(…)
Wszystkim pisany jest ten sam los:
prawemu i nieprawemu, dobremu i złemu, (…)
Jest jakieś zło we wszystkim, co dzieje się pod słońcem: taki sam los dotyka każdego. Jak ludzie długo żyją, ich serca pełne są złości i głupoty. A potem do zmarłych!”

 Kohelet, podobnie jak jemu współcześni,  myśli, że w krainie umarłych nie ma już żadnej zapłaty – „wszystko już przeminęło”. Nurtuje go ten problem, jednak wierzy głęboko, że „tak sprawiedliwi, jak i mędrcy oraz ich dzieła są we władaniu Boga.”  Radzi więc ludziom, aby docenili swoje życie i to co przynosi im los, cieszyli się drobnymi przyjemnościami: dobrym jedzeniem, szczęściem rodzinnym, pracą.
„Dalej! Jedz w radości swój chleb (…)
Ciesz się życiem z żoną, którą kochasz, (…)
Wszelką pracę, na jaką natkną się twoje ręce,
podejmij według swoich sił! (…)
Gdyż los wszystkich zależy od przypadku i okazji,…
Nie zawsze wygrywają bieg najszybsi….
Nie mędrcy zarabiają najłatwiej na chleb”

 Następny fragment dzieła, to przysłowia, w których, jak na mędrca przystało przekazuje rady dotyczące sposobu zachowania się w  różnych sytuacjach życiowych. Zaleca mądrość, rozwagę i rozsądek. Przestrzega przed zbytnim gadulstwem i lenistwem.
„Kto zważa na wiatr, ten nie zacznie siać,
kto patrzy na chmury, nie przystąpi do żniwa. ….
Siej twoje ziarno od rana,
i nie dawaj  wytchnienia twoim rękom aż do wieczora,
bo nie wiesz, które ziarno wyda plon:
może to, może tamto, a może oba okażą się dobre.”

 Dobrnęliśmy do końca. Pozostał jeszcze ostatni poemat mówiący o radości życia i przemijaniu. Jest piękny i przejmujący, przytoczę go w całości, gdyż każde słowo jest tutaj ważne.

„Miłe jest światło,
a oczy cieszą się słońcem.
Jeśli jakiś człowiek żyje długie lata,
niech się cieszy każdym rokiem.
Niech jednak pamięta, że wiele będzie chmurnych dni,
i że wszystko,  co ma nadejść, jest marnością.
Ciesz się, chłopcze, swoją młodością,
i bądź szczęśliwy w dniach wiosny twego życia!
Idź tam, gdzie cię poprowadzi serce i poniosą oczy!
Wiedz jednak, że z tego wszystkiego osądzi cię Bóg!
A zatem wyrzuć ze swego serca smutek
i nie dopuszczaj do siebie kłopotów,
bo młodość i rześkość są ulotne jak chwila.
Pamiętaj o swym Stwórcy w czasie swej młodości,
zanim nadejdą smutne dni
i zanim nastaną lata, o których powiesz:
„Nie widzę w nich nic przyjemnego”.

 Wtedy słońce straci swój blask,
przygaśnie światło księżyca i gwiazd,
a chmury powrócą po deszczu.
Wtedy będą się trząść stróżowie domu
i pochylą się ku ziemi silni mężczyźni;
kobiety mielące zakończą swą pracę,
dlatego że mało ich zostanie,
a wyglądające przez okna – oślepną .
Wtedy zostaną zaryglowane drzwi od ulicy,
przycichnie terkot żaren,
ustanie śpiew ptaków,
osłabną wszystkie śpiewaczki.
Człowiek będzie odczuwał lęk przed wzniesieniem
i strach przed niebezpieczeństwami na drodze;
wtedy zakwitnie drzewo migdałowe,
szarańcza stanie się ociężała,
a pączki kapara nie przywrócą smaku,
bo człowiek pójdzie do swego wiecznego domu
w otoczeniu tych, co będą lamentować po drodze.
Wtedy przerwie się srebrny sznur,
Stłucze złota czara,
dzban rozbije u źródła,
a kołowrót runie do studni.
Wtedy proch powróci do ziemi, skąd został wzięty,
A duch powróci do Boga, który go dał. ”

 Zauważmy, że ostatni dwuwiersz jest odwróceniem dzieła stworzenia człowieka, którego Bóg ulepił z ziemi i tchnął w niego ducha.

W końcu Epilog –  jego redaktor tak formułuje główny cel autora:
„A to ostatnie słowo po wszystkim, czego wysłuchałeś: Boga się bój i przestrzegaj Jego przykazań, bo to jest cały człowiek. Ponieważ wszystkie czyny Bóg przywoła na sąd, również te ukryte: zarówno dobre, jak i złe.”

Mnie  najbardziej sensownym podsumowaniem wydaje się to, co powiedział Andrzej Macura.
„Kohelet nie przekroczył pewnego progu. Razem z większością autorów Starego Testamentu nie wierzył w zmartwychwstanie. (…) z całą wyrazistością ukazuje to dopiero wydarzenie Jezusa Chrystusa. Ale właśnie dlatego Księga Koheleta jest tak wyjątkowa. Odzierając ze złudzeń pokazuje, jak bezsensowne byłoby życie, gdyby nie nadzieja zmartwychwstania.”  (Andrzej Macura – Szukaj sensu z Koheletem; biblia.wiara. pl)

Księga Koheleta nie jest cytowana w Nowym Testamencie.