Hiob – niezawinione cierpienie a wiara (2)

ODPOWIEDŹ PRZYSZŁA W JEZUSIE

Księga Hioba na stawiane przez siebie pytania – dlaczego jest na świecie zło i cierpienie, skąd się bierze i  co z tym robić szczególnie, gdy dotyka niewinnych ludzi – nie daje satysfakcjonujących odpowiedzi.
Odpowiedzią jest WYBAWCA, którego istnienie przeczuwa cierpiący Hiob:
„Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje” (Hi. 19,25)
Wybawcą jest Jezus Chrystus – Bóg wcielony, a Hiob postrzegany jest czasem w teologii jako figura zapowiadająca Pana Jezusa.
O.Adam Szustak OP zaprasza nas do przyjrzenia się w Ewangelii trzem tekstom, które stanowią odpowiedź na Księgę Hioba i wskazują jaką drogą należy podążać do zbawienia.
Na początek wziął do rozważania dwa fragmenty z Ewangelii wg św. Jana: wypędzenie kupców ze świątyni (J. 2,13-22) i wesele w Kanie galilejskiej(jest tylko u św. Jana – J. 2, 1-12). Wybrał tę Ewangelię ponieważ św. Jan  skupia się głównie na pokazaniu misji Pana Jezusa a mniej na historii i wydarzeniach jak to jest u synoptyków Mateusza, Marka i Łukasza. Jest jeszcze jedna różnica, św. Jan odwraca porządek historii i umieszcza te dwa wydarzenia na początku działalności Pana Jezusa, „żeby pokazać iż jest to gest prorocki pokazujący, po co Jezus przyszedł na ziemię” natomiast u synoptyków wypędzenie kupców ze świątyni ma miejsce w Wielkim Tygodniu i staje się jednym z powodów skazania Go na śmierć ze względu na Jego słowa: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo.” (J. 2, 19)

Przyjrzyjmy się zatem, jak podaje to o. Szustak, co Pan Jezus chce nam ważnego przekazać o Bogu wypędzając kupców ze świątyni. Jest to bardzo mocna scena. Znany z łagodności Jezus, co nie złamie nadłamanej trzciny i nie zgasi tlącego się knotka nagle sporządził bicz ze sznurków i używając przemocy fizycznej „przepędził wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a  ich stoły powywracał.” (J. 2,15)
Nigdy do tej pory, ani nigdy później Pan Jezus tak się nie zachował.
Aby lepiej zrozumieć tę scenę przyjrzyjmy się jak funkcjonowała świątynia jerozolimska. Stała w centrum miasta i składała się z kilku części. Najważniejsze było miejsce zwane „święte świętych”, gdzie tylko raz w roku w wyznaczonym dniu arcykapłan (i tylko on) wchodził tam na chwilę, by złożyć ofiarę. Dookoła tego miejsca znajdowały się różne pomieszczenia przeznaczone na modlitwę dla Żydów, oddzielnie dla kobiet i mężczyzn. Przed świątynią znajdował się tak zwany „dziedziniec pogan”, gdzie mógł przyjść na modlitwę każdy, nawet poganin. To tutaj kupcy i bankierzy rozstawili swe stanowiska i tutaj odbywał się targ, który tak zdenerwował Pana Jezusa.

Dlaczego Go tak zdenerwował? Przecież zgodnie z wymogami Prawa Mojżeszowego Żydzi przybywający do świątyni na Święto Paschy zobowiązani byli złożyć ofiarę ze zwierząt. Przybywali oni z różnych stron kraju nieraz bardzo odległych od Jerozolimy i trudno im było ciągnąć ze sobą zwierzęta na ofiarę. Kupcy umożliwiali im ich kupno tutaj na miejscu. Ułatwiali im więc spełnianie wymogów prawa ich obowiązującego. Podobną pomoc oferowali bankierzy wymieniając pieniądze na „szekle świątynne”, którymi należało się posługiwać na terenie świątyni, gdyż inne pieniądze (greckie czy rzymskie) zawierające wizerunki ludzi były „grzechem” dla Żyda.
Wedle obowiązującego Żydów prawa, kupcy i bankierzy ułatwiali sprawowanie kultu, czynili więc dobrze. O co zatem chodziło Panu Jezusowi? Były dwa powody.

„Weźcie to stąd i nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!” (J.2, 16)

Po pierwsze, to „targowisko” znajdowało się na dziedzińcu pogan. Zajmowało więc miejsce gdzie mógł przychodzić na modlitwę poganin. Pan Jezus chce wszystkich, nie tylko naród wybrany, przyprowadzić do domu Ojca. Każdy człowiek ma prawo być blisko Boga. Pamiętajmy, że Hiob też nie był Żydem, a miał wielką wiarę. Pan Jezus przedstawia jedną ze swoich ważnych misji, chce pokazać, że jest posłany nie tylko  do owiec, które poginęły z domu Izraela. (por. Mt 15,24)
Po drugie chodzi o targ.
Cała Księga Hioba jest o tym, o odpłacie Boga za zasługi. Pan Jezus chce pokazać, że tak nie jest, że relacja z Bogiem – Ojcem nie polega na handlu, coś za coś, Bóg kocha człowieka miłością bezwarunkową i wie , że jesteśmy słabi. Zawierając przymierze z Abrahamem przyrzekł nam wierność nie wymagając od niego potwierdzenia przymierza. To Bóg w postaci Ognia przeszedł między rozciętymi zwierzętami, Abraham nie.
Nie oznacza to oczywiście, że możemy świadomie czynić zło licząc na Jego miłosierdzie. Zostawił nam 10 przykazań – drogowskaz na szczęśliwe życie, gdyż dekalog nie działa na zasadzie nie rób tego, bo będziesz ukarany, ale nie rób tego bo wyrządzisz sobie krzywdę. Ze złem są związane jego skutki, ale one nie mają nic wspólnego z Bogiem.

Przypatrzmy się teraz, jak nam to przedstawia o. Szustak, weselu w Kanie Galilejskiej wg św. Jana. Ten fragment Ewangelii poprzedza bezpośrednio tekst o wypędzeniu kupców ze świątyni.
Zaproszony na wesele Pan Jezus, przybywa ze swoimi pierwszymi uczniami. Oni wcześniej słuchali Jana Chrzciciela, który był klasycznym starotestamentowym, radykalnym prorokiem działającym wg teologii retrybucji (odpłaty). Mówił:
„Już siekiera do korzeni drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu będzie wycięte i w ogień wrzucone.” (Łk. 3,9)

Tak też wychowuje swoich uczniów, w nieustannym poście i ascezie aby zasłużyć na miłość Boga. Musieli być bardzo zdziwieni, że Mesjasz, Zbawiciel, którego wskazał im Jan Chrzciciel nie dość, że przyszedł z nimi na wesele zamiast do świątyni, to jeszcze dokonuje dziwnego cudu – „produkuje” niezłą ilość wina (6 stągwi po ok. 100 – 120 litrów). Ale Pan Jezus już na początku swojej działalności chce im pokazać bardzo ważną rzecz, że przyszedł na świat ,aby nieść radość i aby ta radość była pełna, że czas zmienić relację z Bogiem. On bowiem nie pragnie naszego cierpienia i aby osiągnąć zbawienie nie musimy nieustannie się umartwiać. Zrozumieli to uczniowie:

„Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.” (J. 2,11)

O.Szustak wskazuje nam na jeszcze jedno znaczenie cudu przemiany wody w wino. Porównuje go do obrazu Z Pieśni nad Pieśniami. Pan młody w środku domu weselnego a za drzwiami panna młoda (jak te stągwie), która myśli, że musi zasłużyć, aby wejść do środka. Stągwie stały przed domem i służyły ludziom do obmywania, były brudne, zaplute i to w nich właśnie dokonuje Pan Jezus cudownej przemiany, jakby chciał nam pokazać, że to On ma moc nas oczyścić i przyprowadzić do Ojca. Wystarczy Mu zaufać, słuchać Jego nauk i Go naśladować. Zostawił nam też pokarm na drogę do Nieba, Komunię Świętą. Wielu traktuje ją jak nagrodę, jak „taki cukierek za dobre życie”, ale Pan Jezus dał nam Komunię, jako lekarstwo. Oczywiście nie oznacza to, że można w grzechu chodzić do Komunii, jest przecież spowiedź. Pan Jezus powiedział:
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.” (J. 6, 53 – 54)
Oznacza to, że nie ma w nas życia, gdy nie spożywamy Komunii. To lekarstwo , a nie nagroda.
W rozważanych do tej pory fragmentach Ewangelii Jezus odpowiedział na pytania stawiane przez Księgę Hioba dotyczące relacji człowieka z Bogiem. Pokazał, że jest to relacja „za darmo”. Bóg kocha nas bezwarunkowo i takiej miłości oczekuje od nas, bo w miłości nie ma handlu i targowania się.

Teraz, za o. Szustakiem, przyjrzymy się, co dzieje się w Bogu, gdy dotyka nas cierpienie. Najlepszym na to przykładem jest fragment z Ewangelii wg św. Łukasza  o wskrzeszeniu syna wdowy z Nain. Przypomnijmy sobie:

„Wkrótce potem udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: <Nie płacz!> Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli – i rzekł: <Młodzieńcze, tobie mówię wstań!> Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: <Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój>. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.” (Łk. 7, 11-17)

Wdowa z Nain to najlepszy przykład Hioba Nowego  Testamentu.

W tamtych czasach w Izraelu panował system patriarchalny, rządzili mężczyźni. Kobiety nie miały żadnych praw: społecznych, politycznych czy ekonomicznych. Były całkowicie zależne, najpierw od ojca, później męża, a po jego śmierci od synów. Kobieta nie dziedziczyła po zmarłym mężu niczego.
Spadek przejmowali synowie i to oni zapewniali utrzymanie matce. Wdowa, której umarł jedyny syn traci wszystko, tak jak Hiob (no może za wyjątkiem zdrowia). To jest bardzo symboliczny obraz , gdyż Nain po hebrajsku znaczy rozkosze, a miejscem szczęścia, rozkoszy i dobrobytu jest Eden. Ta wdowa wychodzi z Raju. Od tej pory pozostaje jej tułaczka i żebranie o pomoc u ludzi.

Pan Jezus ją zobaczył i jak napisano w Ewangelii „użalił się nad nią”, ale w oryginale użyte jest słowo „rahamim”(łono), co należy rozumieć, że poruszyło się w Nim całe łono czyli jest do głębi wstrząśnięty, to jest dużo mocniejsze od użalenia się. Pan Jezus, a więc Bóg, gdy spotyka cierpienie cały się w nie angażuje. Jest na to dużo więcej przykładów w Ewangelii, np. kobieta cierpiąca na krwotok, liczne uzdrowienia niewidomych, chromych, trędowatych, opętanych, wskrzeszenie Łazarza. W każdym z tych przypadków Pan Jezus niejako przejmuje to cierpienie na siebie, spieszy z pomocą nie licząc się z konsekwencjami, np. wskrzeszenie Łazarza było jedną z głównych przyczyn podjęcia decyzji o Jego zabiciu przez Starszyznę Izraela. Podobnie postępuje w stosunku do wdowy z Nain, nie zważając na to, że wg prawa żydowskiego zaciąga rytualną nieczystość a więc „nie wolno Mu się modlić, nie wolno chodzić do synagogi, nie wolno Mu nikogo dotykać a w dodatku jest wyłączony ze społeczności”-  dotyka się mar i przywraca do życia młodzieńca.

To jest obraz tego, że Bóg , gdy spotyka cierpienie bierze je na siebie,  jak to wyjaśnia w swoich listach św. Paweł „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor. 5, 21).

Jedyną odpowiedzią Boga na cierpienie jest Boży udział w nim. Bóg przedstawił się Mojżeszowi imieniem JESTEM, co należy rozumieć jako Jestem, który jestem TU z tobą. Pamiętamy, jak Hiob prosił Boga aby stanął koło niego, by mógł z Nim rozmawiać, jak z człowiekiem i stało się. Zrobił to.  Jezus, przyszedł na ten świat, przyjął człowiecze ciało i „wziął na siebie największe cierpienie, jakie istnieje”, zaprzeczył samemu sobie, gdyż „umarł, czyli zrobił rzecz niemożliwą dla siebie, bo On jest życiem całym”. Zanegował całą swoją istotę, aby nam pokazać, że warto Mu zaufać i dać się poprowadzić. Obiecał też, że nas nie opuści i będzie z nami aż do skończenia świata ( por. Mt. 28, 20). Takie samo przesłanie o ufności zostawił św. Faustynie i to samo mówi do nas z krzyża, gdy po słowach „Boże mój , Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”(Mk 15,34) dodaje „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego” (Łk. 23, 46). To, pokazuje nam, że mimo poczucia opuszczenia przez Boga, mimo ciemnych nocy wątpliwości, że zostaliśmy sami z naszym niezrozumiałym cierpieniem, winniśmy Mu zaufać, bo ”właśnie taka miłość sprawiła, że na krzyżu nastąpił wybuch życia” – nastąpiło Zmartwychwstanie. Cała nasza wiara sprowadza się do słowa UFAM.

Jeszcze, na koniec, zachęta: USIĄDŹ Z JEZUSEM.
O.Szustak przytaczając fragment Ewangelii wg św. Łukasza(10,38-42) o Marii i Marcie wskazuje nam na dwa rodzaje bycia z Jezusem: przykład Marty – usługiwanie i skupianie się wyłącznie na rzeczach przyziemnych (chociaż koniecznych) oraz przykład Marii, która siedzi zasłuchana w słowa Pana. Jezus sam wskazał, że Maria wybrała lepszą cząstkę. Nie oznacza to oczywiście „pustego siedzenia cały dzień w kościele”, ale chęć na bycie z Bogiem w codzienności i na pragnienie nieustannego poznawania Go. Taka sama wskazówka jest także w Księdze Hioba – „Hiobie, ,przypatrz Mi się, przypatrz się, jak działam w świecie, w tych wszystkich niezwykłościach, i wtedy usta ci się zamkną”. „A właśnie o to chodzi. Kiedy bowiem postawimy na takie bycie z Bogiem, na poznawanie Go, a nie na zasługiwanie, to Bóg może w nas działać”. Podobnie w cierpieniu, jeżeli zamiast szukać odpowiedzi i buntować się na nasz los zaczniemy poszukiwać Jezusa w tym co się nam przydarza, doznamy wyzwolenia. Nie oznacza to, że Pan Bóg nam to cierpienie zabierze, ale będzie w nim z nami.

Na zakończenie przytoczę wiersz anonimowej autorki znaleziony w internecie.

Medytacja Boga

Jest Bóg w trzech Osobach.
Patrzą – widzą, słuchają – słyszą.
Działają.
Boli Mnie Ojca, że ludzie tak się gubią, plączą.
Mówiłem – nie słuchali.
Dałem 10 słów – nie przyjęli.
Posyłałem Proroków – wyśmiali, zabili.
Poślij Mnie, Syna!
Nie posłuchają, wyśmieją, zabiją.
Ale Ja chcę,
może, jak Mnie zobaczą, to posłuchają.
Pójdę do nich. Będę żył, jak oni.
Przejdę każdą z ich dróg.
Zabiją Cię.
Dam się zabić!
A Ty Ojcze przyjdziesz po Mnie.
Tam będę z nimi we wszystkim
i pokażę im, że wszystko można przeżyć z Tobą,
nawet śmierć.
Jak chcesz do nich dotrzeć?
Tak, jak oni przychodząc na świat.
Chcę tam być od początku,
wszystkiego doświadczyć, ze wszystkim się zmierzyć,
abyś mógł Tato wejść ze Mną we wszystko.
Przygotuj Mi Mamę.
Dobrze!
Pamiętaj, że JESTEM.
 
 
 

Bibliografia:

  1. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
  2. Adam Szustak OP „Targ zamknięty. Lekcje Hioba. Droga do zbawienia.